); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Polskie grupy kupują serbską śliwkę – po co?

Po trzech tygodniach rwania wiśni i cieszącej oko i kieszeń cenie, dziś przyszedł pierwszy od tygodni znaczący deszcz. Ale dobry nastrój ma to do siebie, że szybko zostaje popsuty. Dziś zepsuła mi go informacja o serbskiej śliwce, importowanej przez naszą śmietankę prezesów grup producenckich.

Drodzy koledzy, sadownicy. Naprawdę brakuje mi słów, żeby wyrazić żal, złość, bezsilność czy zażenowanie po raz kolejny tymi samymi ludźmi. Nie mieści mi się w głowie jak ludzie Ci, mieniący się na konferencjach i targach specjalistami i przyjacielami polskich sadowników robią im (nam) bezpośrednią krzywdę. W ostatnich dniach bezczelność i hipokryzja niektórych sięgnęła zenitu. Co my, sadownicy możemy czy powinniśmy w tym momencie zrobić? Nie ulega wątpliwości, że czas „utarcia nosa” nadchodzi wielkimi krokami.

Żeby tych śliwek u nas nie było… Panowie zapraszam was do sadów, może dawno w żadnym nie byliście? Nie jest konieczne sprowadzanie tych owoców z południa > zwiększanie podaży > obniżanie ceny.

Świat jest bardzo mały. Nie jest trudno się dowiedzieć panowie prezesi w której grupie i w której chłodni stoi śliwka w charakterystycznych szerokich a niskich łuszczkach… ja wiem, ciekawe ile wiedzą sadownicy?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *