Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA SADOWNICTWA HANDEL

Małe pomysły na wielkie sadownictwo – część pierwsza – sprzedaż bezpośrednia

Ta pierwotna forma współpracy handlowej między rolnikiem a konsumentem działa od setek lat całkiem sprawnie. Pomimo technologi XXI wieku nadal można się z nią spotkać. Inżynierowie mówią, że najlepsze rozwiązania to najprostsze rozwiązania.

Zacznijmy od tego, że zarówno ustawa o sprzedaży bezpośredniej jak i rolniczy handel detaliczny, którymi tak szczyci się resort rolnictwa, to niestety legislacyjne buble. Skoro ustawa ma ułatwiać, upraszczać, pomagać i zwiększać dochody rolników to czemu jest w niej tyle wymagań i ograniczeń? Rolnik musi zarejestrować się w sanepidzie. Konieczna jest książeczka zdrowia – to akurat rozumiem. Obrót nie może przekroczyć 20 000 złotych. Po co zakaz zatrudniania przy produkcji ludzi i obowiązek prowadzenia ewidencji sprzedaży? Po co te całe stosy dokumentów? Zdarzają się takie absurdy jak na przykład wymóg atestu na papier do pakowania sera czy obowiązek posiadania termometru na samochodzie. Wymogów i absurdów jest niestety wiele więcej.

Upraszczanie przez skomplikowanie – tak wyglądają te ustawy w praktyce. Sprzedaż niezgodnie z przepisami, bez rejestracji grozi karami grzywny jak informują inspektorzy PIW. Interesujący się politykom rolnicy od razu zobaczą nawiązanie do całości prawodawstwa w naszym kraju – kuriozum.

ROZWIĄZANIE?

Skoro mamy upraszczać i szukać rozwiązań, pomysłów to róbmy to prawidłowo. Potrzebna jest zupełnie nowa ustawa o sprzedaży bezpośredniej. Ustawa, która pozwoli mniejszym producentom sprzedawać bezpośrednio w miastach. Czy to do sklepów czy na bazarach. Miło by było, gdyby warszawska mafia reprywatyzacyjna nie zlikwidowała stołecznych zieleniaków, bo w tej chwili nie ma za bardzo gdzie sprzedawać. Ale jeśli prezydent wyznaczyłby 100 miejsc w stolicy, gdzie wolno handlować rolnikom, miałby plusy i na wsi i w mieście, nie robiąc z Warszawy jednego wielkiego bazaru. W połączeniu z ustawą, która nie ogranicza a pomaga jest to moim zdaniem jakiś malutki krok w dobrą stronę. Wszystko się da, tylko trzeba chcieć. Wydawać by się mogło, że to same plusy. Takie rozwiązanie napotka na potężnego wroga. Mianowicie na duże sieci handlowe, a to równa się ogromnym pieniądzom, które za wszelką cenę będą próbowały storpedować każdy tego typu projekt. To konsument jest najważniejszy. On podejmuje wybór. Niestety teraz jego wybór kończy się na sklepach wielkopowierzchniowych. Sieci te dyktują ceny i pośrednio niszczą małych producentów płodów rolnych. Niech klient wybierze czy chce jabłka z klateczki na bazarku/chodniku, od pana który je wyhodował czy piękne, idealne jabłka w markecie spełniające X norm unijnych. To samo dotyczy jajek, mleka i dżemu. Niech rynek zweryfikuje! a prawo niech daje równe szanse. Masz pomysł? Powiedz o nim coś więcej! Napisz, a pewnie go opiszemy i opublikujemy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *