); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

RYNKI HURTOWE

Hurtowy UKŁAD importerów

Nie umiemy chronić własnego rynku. Państwo Polskie nie działa tak, jak należy. Nie kontrolujemy żywności wjeżdżającej do naszego kraju. Niemcy jakimś cudem sukcesywnie potrafią się bronić się przed naszymi owocami. Gdy Francuzi uznali, że naszych jabłek przyjeżdża do nich za dużo prezes tamtejszego związku nie bał się krytyki, czy wojny handlowej i wysłał w eter mocny sygnał (niekoniecznie dla nas korzystny) Na braku kontroli i wolnej amerykance cwaniaczków cierpią zarówno obywatele jak i rodzimi producenci płodów rolnych. Ci ostatni z sercem produkują pyszne owoce, następnie stoją na rynkach hurtowych aby je sprzedać, a po halach i rampach „hulają” palety z importowanymi owocami, które są produkowane w naszym kraju. Zarówno moim zdaniem, jak i wielu sadowników, najwyższy czas to proceder!

Jak wygląda proceder?

Pan importer wpada na genialny pomysł kupienia na południu kontynentu (Turcja, Węgry, Serbia) naczepy wiśni i naczepy czereśni. Oczywiście nie ma pojęcia o sytuacji krajowych producentów, bo cóż go to interesuje. Transporty docierają na rynek hurtowy. Pan importer nie przewidział jednej rzeczy, że cena tak błyskawicznie spadnie i może być w plecy na tym biznesie. Naczepa jest zamknięta, a agregat włączony. Po weekendowej górce, cena się stabilizuje, i można sprzedawać. Pracownicy przesypują węgierskie owoce w polskie opakowania. Następnie palety trafiają na hale do boxów. Często stawia się kilku pracowników w alejkach, którzy sprzedają „przefarbowany” towar. Część trafia do „łapek” Warto wiedzieć, że na rynku jest ich na stałe około 20. (to też nieco patologiczna sytuacja) I tak się powoli upłynnia transporty…

Tak samo sprawa wygląda z węgierskim Debracenem. „Łapki” uparcie twierdzą, że to polskie wiśnie, ale niech pojadą do sadów i znajdą takie owoce na drzewach. Zniesmaczeni sadownicy bezsilnie przyglądają się procederowi. Co mają zrobić? Rozładować te naczepy na plac….?

Jak informował w ubiegłym roku jeden z portali sadowniczych, ilość kontroli importowanych owoców jest śmiesznie niska.

W trakcie kontroli pobrano 7 próbek do badań laboratoryjnych: 1 próbkę truskawek mrożonych z Egiptu do badań w kierunku metali; 1 próbkę truskawek mrożonych z Ukrainy do badań w kierunku metali i 2 próbki truskawek mrożonych z Ukrainy do badań w kierunku metali i pestycydów. Jak wynika z przekazanych informacji przez Głównego Inspektora Sanitarnego wyniki wszystkich ww. badań były zadowalające. Ponadto pobrano 3 próbki jagód suszonych z Gruzji do badań w kierunku pestycydów, metali, aflatoksyn – badania w toku.
Rafał Romanowski, Podsekretarz Stanu, Warszawa, dnia 19 lipca 2018
Źródło: komunikat prasowy Urszuli Pasławskiej, Poseł na Sejm RP

Rozwiązanie:

Kontrole! Izba Celno-Skarbowa, Sanepid, UOKiK itp. Wszystko co się tylko da i jak tylko często się da. Nie zabronimy nikomu handlu, ale nie naszym kosztem. Prosty przykład. Ilu sadowników sprzedało by swoje czereśnie, gdyby na rynku nie było tej jednej, przykładowej (niedzielno – poniedziałkowej) naczepy z importowanymi czereśniami? 20 ton krajowego towaru zniknęło by z placu, a sadownicy wróciliby na pusto z nieco większą sumą pieniędzy do domów.

Puenta jest niezmiernie prosta. Albo weźmiemy sprawy w swoje ręce i zaczniemy takie sytuacje piętnować i zgłaszać do odpowiednich instytucji albo zwyczajnie pozwolimy komuś na zarabianie kroci naszym kosztem. Wybór należy do nas…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *