Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

FELIETON

Alfabet kłamstw

Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałem rozumieć co to popyt/podaż, czemu wiśnia jest w tym roku droga a truskawka tania, corocznym i notorycznym kłamstwem było stwierdzenie, że cena jest niska bo mamy zapasy z ubiegłego roku. Nieważnie jaki był urodzaj, nieważne jaki był zbyt, zapasy były zawsze. Dziś również to słychać, a lobby przetwórcze karmi nas wieloma innymi kłamstwami kłamstwami.

Sezon owoców miękkich w 2018 był długi, burzliwy i rządziły (z wyjątkiem truskawek) bardzo niskie ceny. Kupując te owoce, rozmawiałem codziennie z wieloma ludźmi. Bywałem na zakładach. Ilość plotek, kłamstw i zwyczajnej wyrachowanej chęci zysku i taniej propagandy przeraża. Zacznijmy od tego, że przetwórcy mają bardzo dobry wywiad gospodarczy. Jest to niezbędne w tej branży. Wiedzą, ile owoców się urodzi. Czytają fora i wiedzą doskonale co myślą sadownicy. Mają analizy rynków i prognozy sprzedaży. Z taką wiedza i przewagą rynkową nad producentami wykorzystują wszystkie zmienne dla swoich korzyści. W tym dwie najważniejsze, psychologie tłumu i plotkę.

Pierwszym wielkim kłamstwem w tamtym sezonie było stwierdzenie „wiśni to w zasadzie możemy już nie kupować” Oczywiście każdy zakład chciał kupować jak najwięcej bo gdzie w Europie znajdzie niemalże darmowy towar? Sezon wiśniowy miał być kończony przynajmniej 4 razy ale jakimś cudem trwał 6 tygodni a miejscami dłużej.

Rozpuszczane tego typu plotki mają jednak ważniejszy aspekt psychologiczny. Wykreowanie określonej wizji, punktu widzenia lobby przetwórczego. W ich interesie jest, aby producent był święcie przekonany o nadprodukcji, „niepotrzebności” jego owoców a co za tym idzie konieczności niskich cen.

W sierpniu jabłka przemysłowe w zasadzie też były „niepotrzebne” Awizacje na przetwórniach przesuwały się o dobę, półtorej… Skoro tak to po cóż wydawać pieniądze i budować kolejne zbiorniki na koncentrat? Niebywałe niemieckie marnotrawstwo i niegospodarność. Z perspektywy czasu widzimy, że za tragiczną cenę jesteśmy sami sobie winni.

„Sypcie, bo podobno od poniedziałku ma stanieć” To mój faworyt! Oczywiście nie ma żadnego powodu mikroekonomicznego do obniżki ceny ale, każdy kto posłucha tej strasznej wizji, przyczyni się do chwilowego wzrostu podaży. Da to w rezultacie da realną podstawę do obniżenia ceny. Ile lat musi minąć, żeby takie zagrywki nie robiły na nas wrażenia? Ile razy trzeba to wykrzyczeć, żeby sadownicy usłyszeli i zrozumieli?

Nie zatrudniajmy dodatkowych ludzi, żeby zerwać wiśnie bo „podobno” jutro czy pojutrze ostatni dzień skupu. Nie wieźmy jabłek na przetwórnie, bo wszyscy wiozą! Nie otwierajmy komory z jabłkiem deserowym bo sąsiad otwiera! 

W tej „grze” są cwane lisy, które robią to celowo i z premedytacją, to gra o maksymalizacje zysków i nie ma się czemu dziwić. Większość producentów niestety nieświadomie tańczy tak, jak przetwórca chce. Rozpuszczając plotki, ulegając emocjom i psychologii tłumu robi krzywdę sobie i reszcie, wpływając pośrednio na spadki cen. Sęk w tym, żeby kalkulować wszystko na chłodno, więcej myśleć samodzielnie  i czasem przespać się z jakąś decyzją. Mam tylko nadzieje, że 2018 rok był ostateczną nauczką dla sadowników i w przypadku powtórki nie damy się tak upodlić…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *