Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

HANDEL JABŁKO DESEROWE

Idared w Dubaju

Nasz kolega po fachu, Dominik Poszywała odbył ostatnio wycieczkę do najbardziej rozpoznawalnego miasta na bliskim wschodzie – Dubaju. Połączył przyjemne z pożytecznym. Promocje polskich jabłek z odrobina zwiedzania. Olśniewające przybyszów miasto, ponad 3 milionowa, błyskawicznie rozwijająca się metropolia to świetny rynek zbytu na płody rolne, nie tylko owoce. W pierwszym półroczu tego roku miasto odwiedziło ponad 8 milionów turystów. W 2020 docelowo ma być 20 milionów turystów roczne, a turyści muszą przecież coś jeść będąc otoczeni pustynią…



W ZEA rządzi kapitalizm. Niskie podatki, swobodny przepływ kapitału i tolerancja daleka od naszych wyobrażeń islamskiego fundamentalizmu uczyniły to miasto wielkim. Handel w tym emiracie w znacznym stopniu opanowali Hindusi i są tam najliczniejszą mniejszością. Managerem pomagającym w sprzedaży Idareda też jest Hindus. Założenie firmy jest proste tylko większościowym właścicielem musi być Arab – może jednak ten kapitał ma narodowość? Niemalże całość żywności w ZEA pochodzi z importu. Również jabłka. Dominik chce wysyłać tam Idareda. Oczywiście ze względu na wytrzymałość w transporcie ale w jego odmienności od spotykanych tam zachodnich, nowych odmian widzi szansę na jego sukces. Mówi, że nie sztuką jest sprzedawać Gale bo ona już tam jest a mamy jej mało. Sztuka to sprzedać coś czego mamy dużo. A, że mamy dużo Idareda to musimy sprzedawać to co mamy.

Skoro jedzą Red Deliciousa to tym bardziej mogą jeść Idareda

Mój rozmówca bardzo krytycznie wypowiada się o Funduszu Promocji Owoców i Warzyw. Uważa, że są to pieniądze w znacznym stopniu zmarnowane. W jego opinii wydawane nie tak jak być powinny. W kulturze arabskiej handel to nie tylko “DEAL” To kontakty, znajomość, więzi biznesowe, celebrowanie całego procesu. Od tego tam trzeba zaczynać. Od zdobywania przyjaciół i namówienia ich, że w handlu polską żywnością mają interes. Dopiero potem pieniądze z wymienionego wyżej funduszu można przeznaczyć na pomoc eksporterom czy promocje naszych płodów rolnych, które tam już są.

Najpierw dyplomacja, potem handel!

Sadownik z okolic Mszczonowa jest optymistą, przyznam, że nawet mnie trochę nią zaraził

Ale gdyby nim nie był ot nie zdobył by zamówień na pierwsze kontenery. A zrobił to! Powtarzał mi, że musi się udać! i nie ma innej opcji! Nie wyrwiemy połowy sadów! Trzymam kciuki i wy też bądźcie dobrej myśli.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *