); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Po pierwsze jakość!

Felieton ukazał się w Marcowym numerze miesięcznika MPS Sad

Temat burzliwy, gorący, na topie. Ale nie wszyscy chcą go poruszać. Coś musi być na rzeczy, skoro połowa naszej produkcji trafia do przetwórni, więc siłą rzeczy jakości nie ma. Firmy handlowe i grupy producenckie ciągle śrubują wymogi, jednak w supermarketach jakość jabłek często pozostawia wiele do życzenia. Problemem nie jest to, że nie potrafimy tej jakości zrobić ale to, że produkujemy „w ciemno” nie mając pojęcia o cenie za jaką towar zostanie sprzedany. Strach przed stratą czy realia finansowe zmuszają często a to do pominięcia jakiegoś zabiegu albo do kupieniu tańszego środka od szemranego handlarza na busie, wiadomo z jakim skutkiem. Dążenie do jakości ma sens, bo wartość dodana ze sprzedaży pięknych, dużych owoców to, to co nas najbardziej powinno interesować.

„W produkcji sadowniczej można rozróżnić dwa kierunki:

1 – Produkcję owoców przeznaczonych do spożycia na surowo, a więc o największych walorach smakowych

2 – Produkcję owoców dla przemysłu, a więc najbardziej przydatnych na przetwory.

Obecnie często przetwórnie otrzymują owoce spoza wyboru, spady oraz resztki pozostałe po zaspokojeniu zapotrzebowania na owoce surowe. Niektóre jednak przetwory czy mrożonki wymagają użycia owoców wysokiej jakości; w związku z tym istnieje konieczność zakładania specjalnych sadów, stanowiących bazę dla przemysłu”

Myślicie, że to cytat z tego czy zeszłego roku? Otóż nic bardziej mylnego! Pochodzi on z książki:  Sadownictwo – Podręcznik dla techników ogrodniczych; prof. Dr Dominik Wanic, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1976, wydanie 3, strona 21.

Gdybyśmy my, sadownicy posłuchali się wielu autorów kilkadziesiąt lat temu, obecnie mielibyśmy nieco mniej problemów.




Jakość zaczyna się w szkółce

            Z sadownikiem jest jak z kucharzem. Jeśli Robert Makłowicz dostanie byle jakie jajka czy przyprawy, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Słaby kucharz nic nie stworzy nawet z najlepszych produktów.

Tu upatruje dużej liczny problemów. Wielu z nas nie zastanawia się nad tym przy zakupie kierując się ceną. Sztuka to sztuka. Otóż są drzewka i DRZEWKA. Ta pierwsza inwestycja to podstawa. Większa suma na fakturze to gra warta świeczki. Kwalifikowany, wolny od wirusów materiał szkółkarski zaprocentuje plonem i żywotnością. Warto wydać więcej za zgodne genetycznie, wysokiej jakości drzewka ponieważ to się po prostu opłaca w dłuższej perspektywie.

Cięcie

            Gdy sad już jest, walkę o jakość zacznijmy zimą, w pierwszym zabiegu agrotechnicznym bezpośrednio na nią wpływającym. W temacie cięcia istnieje mnóstwo przekłamań, powtarzanych błędów, których nie będę poruszał.

Czemu pokolenie mojego taty, z zasady tnie zachowawczo tak bardzo martwiąc się o ilość pąków? Nie wiem. Doszedłem do wniosku, że takim postępowaniem robimy samym sobie więcej szkody niż pożytku. Sam nie tnę bardzo sotro ale nie żałuje się gałęzi, którą trzeba usunąć.

Inna sprawa to ekipy. Smutna sprawa bo biorąc sześciu ludzi, zazwyczaj jeden albo dwóch wie o co chodzi a umiejętności i trzeźwości reszty chyba nie muszę komentować.



Przerzedzanie

            Polemika z 90% producentów w tym temacie jest bezcelowa, ponieważ argumentem kończącym dyskusję z ich strony są przymrozki. Ale to prawda, w takiej sytuacji sam nie wiem co odpowiedzieć. Co nam po przerzedzaniu jak mróz na początku maja zniszczy do reszty to co nam zostało najlepszego?

Zakładając, że przymrozków nie będzie jest to zabieg moim zdaniem konieczny. Też ciężko mi było się do tego przekonać. Jednak zeszłej wiosny zrobiliśmy zabiegi na jednej kwaterze a w roku urodzaju efekt został osiągnięty. Maksymalnie 10% jabłek przemysłowych.

Uważam, że w nowoczesnych intensywnych sadach na karłowych podkładkach jest to zabieg konieczny w dążeniu do jakości.

Wiosna…

            To tu zaczynają się schody. Ochrona to niezmiernie obszerny temat, na który tęższe ode mnie głowy napisały wiele książek. Ale większość czasu i nakładów finansowych w pogoni za jakością skupia się właśnie w okresie wiosennym. Lustracja szkodników, szukanie okien pogodowych itp. Diabeł tkwi w szczegółach…

Problem polega na tym, że i ja i wielu sadowników potrafi wyprodukować najlepszej jakości jabłka nie martwiąc się o koszty produkcji. Tylko, że wtedy wyprodukowanie kilograma będzie kosztowało 0,90 – 1,00 zł na drzewie i tu jest pies pogrzebany.

Nie będąc pewnymi ceny jaką otrzymamy za owoce naszej pracy staramy się obcinać koszty produkcji. Wielu stosuje tańsze środki. Wspomaga się (swoją drogą niezmiernie skuteczną) cieczą kalifornijską. Czasem pomija zabiegi czy rezygnuje z dokarmiania dolistnego.

Zdarza się, że zachodni eksperci zarzucają nam, że nasze jabłka są gorszej jakości. Otóż drodzy eksperci, my naprawdę potrafimy. Tylko nie mamy tak ucywilizowanego handlu i prognozowania jak wy. Przez to właśnie cierpimy, ale także przez to, że produkujemy nieco za dużo jabłek.



Rynek

W gospodarce wolnorynkowej podążamy za rynkiem. Konsument chce duże, piękne, wybarwione jabłka. Ale czy gdy każdy z nas gdy sam zrywa sobie jedno do zjedzenia to wybiera to średnie czy brzydsze?           

Podstawową zmienną wpływającą na cenę jabłek deserowych czy to na rynku krajowym czy na eksport jest cena przemysłu. Wnioski nasuwają się same, produkując mało przemysłu sami wpływamy bezpośrednio na wzrost cen jabłek deserowych. Czyli poprawiamy naszą sytuację.

Ale to nie jest takie proste. Nadal mamy dużą ilość weekendowych sadowników, dzikich sadów, ludzi, którzy zajmują się sadem „na pół etatu” Ci najzdolniejsi sadownicy zarzucają im niejako „psucie rynku”

Inna sprawa to ekologia. Tu konsument jest w stanie zaakceptować nieco gorszej jakości owoce w zamian za gwarancję zgodności z normami ekologicznej produkcji. 

Zarówno ja, jak i moi znajomi będąc w sklepach należących do dużych sieci handlowych często spoglądamy na jabłka. Ich jakość jest w większości przypadków zupełnie przeciętna. Pytamy sami siebie, gdzie te wymogi, które są nam stawiane w grupach producenckich i formach handlowych? Widzimy je na raporcie z sortowania i odsetku przemysłu ale nie widzimy ich niestety na sklepowych wystawach.

Sam widzę, że dążenie do jakości ma sens. Kilka lat temu na starej, małej kwaterce Loba, przez dwa sezony wyciąłem drzewa na przysłowiową „choinkę” Usunąłem wszystkie krótkopędy odchodzące od pnia. Owoców mam 60% z tego, co wcześniej ale za to większych i z pięknym rumieńcem. Co najważniejsze nie rosną małe zielone jabłka w środku. Było ich dużo i wszystkie trafiały na przetwórnie. Prawda znowu leży po środku. Ważne abyśmy w tej pogoni za jakością sami nie zapędzili się w kozi róg. Żeby klient otrzymał to co najlepsze na sklepowej półce czy bazarze. Jakość i dbałość o szczegóły musi występować na KAŻDYM etapie produkcji i handlu. Od podkładki wegetatywnej do wykładania owoców na wystawy w supermarketach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *