); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Gala jest za tania – psychologiczna bariera czy twarda ekonomia?

W naszym kraju handlujemy Galą od końca sierpnia. Trzeba tu uczciwie przyznać, że widełki 1,80 – 2,00 zł/kg były ceną dobrą, ale właśnie pod koniec sierpnia, w trakcie zbiorów, bez kosztów przechowywania. Za te same stawki grupy i firmy kupują tą odmianę od 17 tygodni. Czas leci, chłodnie pracują, część owoców się psuje, a cena bez zmian. Z punku widzenia producenta o tej porze roku, satysfakcjonująca była by cena co najmniej 2,30 – 2,50 zł/kg. Ale co na to rynek, także ten globalny?

Moim zdaniem, na ceny w jakiś sposób wpływa fakt, że Gala nie jest aż tak znana i lubiana wśród polskich konsumentów, jak w innych zakątkach świata. Lwią część handlu krajowego to Szampion, Ligol i Jonagored. Ale dzisiejszy handel jabłkami to jeden, coraz bardziej zżyty globalny organizm. Jak zatem jest na świecie?

We Włoszech ceny są podobne. Jak pisze mi zaprzyjaźniony sadownik z Południowego Tyrolu. Obecnie tamtejsi producenci otrzymują około 0,45 €/kg Gali od 65 do 73 mm. Maksymalnie 0,50 €/kg za większe jabłka. Jak to się ma do cen otrzymywanych za jabłka „na gotowo”?

To screen z cotygodniowego notowania cen owoców i warzyw w Niemczech. Wykonuje go federalne Ministerstwo Rolnictwa. I tak niesortowana Gala Royal, to od 3,93 do 4,36 zł/kg. Włoska Gala w kalibrze 70 – 75 mm to w przeliczeniu 4,49 zł/kg. Natomiast 75 – 80 to 5,05 zł/kg. Ceny robią wrażenie, ale to najbardziej wymagający jakościowo rynek. Ale to pokazuje, jakie stawki można otrzymywać za paskowaną Galę, oraz, że jest miejsce na wzrosty cen u pośredników. Ci zarabiają najwięcej. Także marże włoskich pośredników robią wrażenie.

Niestety nasi eksporterzy, tak wysokich cen nie osiągają. To jednak nie znaczy, że gdzieś na świecie nie można sprzedać Gali lepiej, czyli drożej. Nie bez znaczenia jest tu także konkurencja polsko-polska i wzajemne wyniszczanie się polskich grup i eksporterów na rynkach zagranicznych. Głównym orężem jest cena.

Niższe zbiory jabłek w Polsce jak i w Europie, przekładają się na nieco wyższe ceny. Polscy sadownicy, po wiosennych przymrozkach, oczekiwaliśmy znacznie wyższych cen. Jednak na zachodzie, straty nie były tak duże jak w Polsce. Dodatkowo, światowa konkurencja nie śpi. Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule i tego niestety nie zrobię. Obecnie pomiędzy najwyższą ofertą kupna Ligola a najniższą ofertą kupna Gali Royal jest zaledwie 10 groszy różnicy. Ale to ciekawostka i specyfika tego sezonu.

Royal Gala, to poniekąd marka, pod którą tak naprawdę sprzedajemy kilka czy kilkanaście sportów tej odmiany. Najbardziej poszukiwana przez zagranicznych odbiorców. Najczęściej wysyłana i kupowana w światowym handlu. Niestety jej aktualna cena nie zachwyca sadowników. Pozostaje ona, niemal niezmienna od kilkunastu tygodni. Czy to widzi mi się podmiotów kupujących czy kwestia światowego handlu, który „nie pozwoli” na wzrosty? Sadownicy niemalże jednogłośnie mówią, że cena jest za niska! (jak na ten moment sezonu) Nie wygramy z globalnymi cenami, z drugiej strony, dane pokazują, że jest miejsce na wzrosty. Nie bez znaczenia będą zbiory na południowej półkuli. Jest wiele zmiennych w tej kwestii, a jednoznaczna odpowiedź jest niezwykle ciężka.

Jak na razie żaden kupujący nie przekroczył „psychologicznej” bariery 2,00 zł/kg. Pod koniec stycznia decydujący wpływ na ceny Gali będą miały zbiory na południowej półkuli. Tamtejsi eksporterzy będą sprzedawać świeże jabłka, więc, niestety na starcie, poniekąd wygrywają z Europejskimi. Niestety, globalnego rynku „nie przeskoczymy”. Bo nikt nie kupi tego samego towaru drożej niż u konkurencji. Z drugiej strony, surowe dane pokazują, że są możliwości na uzyskiwanie wyższych cen. Ale żeby tego dokonać, musimy jako branża grać do jednej bramki…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *