Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

JABŁKO DESEROWE SIECI HANDLOWE

Sieci handlowe – panowie sadowniczego życia i śmierci

Duże sieci handlowe zmonopolizowały handel detaliczny w Polsce. Dokładnie jest to oligopol a nie monopol, ale faktem jest, że zyski z handlu w Polsce nie należą do nas. Kilka największych sieci dyktuje warunki handlowe, także z dostawcami jabłek. To bezpośrednio się na nas odbija, to w efekcie bezpośrednio nas dotyczy. Jak wygląda handel z marketami od kuchni?

Nie wiedzieć czemu, rozdające w kraju karty sieci obrały sobie za cel upodlenie dostawców. To wynika rzecz jasna wprost z ich pozycji rynkowej. W reklamach i sklepach jest pięknie i idyllicznie, prawda jest zupełnie inna. Współpraca z marketami do łatwych i przyjemnych nie należy.

Najczęściej powtarzane hasło z ich strony to „roszada dostawców” czy “jest wielu chętnych na wasze miejsce”. Takie nadworne hasło straszak, jak „zapasy” przetwórni. Ale za tym idą konkretne działania, jak mówią mi handlowcy z grup. Niektóre sieci wysyłają co tydzień cennik. Grupa albo go akceptuje, albo nie. Jeśli nie akceptuje go przez X tygodni z kolei, i nie dostarcza, wypada z listy dostawców. Wyższy cel psychologiczny, to pokazanie, kto tu rządzi. Pokazanie, kto dyktuje warunki i cenę. Markety mówią tym wyraźnie: nie macie nic do powiedzenia!

Inny często praktykowany przykład to promocje. Sieć X wpada na pomysł zrobienia promocji na gruszkę. Wysyła ofertę do grupy, że chce kupować po (przykładowo) 2,99 zł/kg. Po przeliczeniu tonażu i kosztów, okazuje się, że grupa musi pracować tydzień na „zero” albo nawet niewiele dołożyć. W większości decydują się na takie dostawy, aby móc współpracować dalej. Gdy przedstawiciel grupy, mówi o kosztach itp., dostaje w odpowiedzi „roszadę dostawców” i dyskusja się kończy. Cena jest dyktowana z góry.

Nawet po uzgodnieniu warunków i cen, dalszy proces do przyjemnych nie należy. Sieci bardzo skrupulatnie kontrolują dostawy. Reklamacje są na porządku dziennym. A to znajdą się owoce spoza umówionej kalibracji, a to niedoskonałości. W większości przypadków to tak naprawdę „szukanie dziury w całym”. Jak opowiada mi pewien pośrednik. Woli eksportować na Węgry i do Rumunii, niż męczyć się z krajowymi marketami.

Ale to to tylko kilka przykładów, jak sieci postępują z krajowymi dostawcami. Na to pozwala im pozycja na rynku. Zestawmy to teraz z widokiem naszych jabłek w sieciach handlowych. Wielu sadowników jest rozgoryczonych i zdenerwowanych widząc półki z owocami. Nie rozumieją, gdzie są wymagania im stawiane. Widzą jabłka na soki, albo suchy przemysł, a wymaga się od nich ideału. Ta złość jest zrozumiała.

Cały wachlarz działań sieci handlowych odbija się przez dostawców na nas, na sadownikach. Sieć wymaga od grupy, grupa od nas, a w sklepie mamy galerie dziadostwa. Niektórzy zadają sobie pytanie kto jest temu winny? Jaki sens mają wymogi i dręczenie dostawców, skoro klient nie widzi tej jakości w sklepie? Po co sieć reklamuje 2 palety po znalezieniu kilku jabłek o średnicy 68 mm, skoro pracownik, nie wykłada ich a wysypuje z kartonu na stertę wymieszanych jabłek?

Nic w tej kwestii się nie zmieni, dopóki udział marketów w handlu będzie tak duży. Tak to jest w duopolach, monopolach i oligopolach. Po co się starać, jak można się dogadać? Po co coś zmieniać, jak nie ma takiej potrzeby?

1 KOMENTARZ

  1. Gdzie jest Appolonia ?? Czy nie od tego konsorcjum zależą takie działania?? Gdzie był Lachowicz przez tyle lat aby powiedzieć Basta temu procederowi?! Wystarczyła zmowa w grupach że nie sprzedajemy, chyba że wedle ustalonych zasad przez appolonie!! Przecież to było proste ale morze zbyt inteligentne dla Lachowicza!!!!!!!!!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *