); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Po co importować gruszkę z Holandii?

Temat poruszany przeze mnie wielokrotnie. Jednych oburza, dla innych to źródło dochodu. Na rynek krajowy, gruszki te wjeżdżają bez żadnej kontroli, podobnie, jak większość płodów rolnych. Klient nie czyta skąd pochodzą owoce i kto jest dostawcą. Widzi słabą jakość, o to zapewne posądza polskich rolników. Nie prawda. W większości przypadków to wina pośredników i sieci handlowych.

Po kolei. Na zdjęciu widzimy 3 odmiany gruszek. Ale to da się wytłumaczyć zachowaniem ludzi w dużych sklepach. To co nas interesuje to odmiana Konferencja. Jeśli weźmiemy pod uwagę owoce w tym kartonie, tylko tej odmiany, także nie jest dobrze. Na naklejce widzimy kaliber 60 – 65 mm. W rzeczywistości niewiele owoców przekraczało 60 mm średnicy. Etykieta informuje o klasie 1. Niestety, do klasy 1 także nieco brakuje. Wiele owoców było uszkodzonych. Nawet po dotarciu do kartonu, w którym owoce nie były wymieszane, ogólna prezencja jest zła, po prostu bardzo zła. Nie były to także uszkodzenia powstałe w wyniku zachowań klientów.

Te owoce to albo kupiony odsort w Holandii, albo druga klasa po sortowaniu importu w Polsce. Gruszki klasy premium znalazły się w marketach na zachodzie Europy, a odsort trafia do Polski, to częsta praktyka. Do naszego kraju importuje się także owoce 1 klasy. Zazwyczaj kończą na rynkach hurtowych, obniżając tym samym cenę krajowej gruszki.

Odpowiadając na tytułowe pytanie. Po co? Dla pieniędzy! Wielu sadowników reaguje na import niekrytą agresją. Nie dziwie im się, bo mam tak samo. Na jednym z moich filmów kręconych na rynku hurtowym, gdy rozmawialiśmy o gruszkach, jeden pan powiedział, że sadownik na hurcie to dodatek i ozdoba. A on sam czuje się jak obywatel drugiej kategorii. Sprzedał gruszkę dopiero, gdy zabrakło jej u dużych pośredników – importerów.

Z całej sytuacji można wyciągnąć konkretne wnioski. Produkujemy za mało gruszek klasy premium. Może zamiast zastanawiać się nad tym, jaką odmianę jabłoni wsadzimy, posadźmy Konferencję. Jeśli trzeba ją importować, to znaczy, że mamy jej za mało. Podsumowując zrobię ukłon w stronę św.p. prof. Makosza. „Sprzedaj, zanim posadzisz” Ja już Konferencję sprzedałem…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *