); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Jabłko przemysłowe – 3 wizje

Jabłko przemysłowe. Temat rzeka, temat burzliwy, ale również niezwykle interesujący. Lata 2017, 2018 i ten rok to temat na niejedną książkę. A sytuacja na tym małym rynku zmienia się jak w kalejdoskopie. Ceny osiągały rekordy w obie strony. Jaka będzie przyszłość? Który scenariusz jest dla naszego sadownictwa najlepszy?

Dlaczego tak się tym interesujemy, dlaczego tak nam zależy na wysokiej cenie przemysłu? Otóż w naszych realiach to niestety nadal pierwsza zmienna do ceny jabłka deserowego. Przy dużej produkcji i niskiej cenie przemysłu NIKT nie da ceny za jakość – niestety. A jeśli ktoś w tym roku wierzy, że to przez prawa rynkowe tak spada jego cena, jest bardzo naiwny.

W kwestii przemysłu mamy dwie ścierające się wizje. Pierwsza to ta, którą rozpocząłem wyżej. Windowanie jednej ceny przez drugą. Ta sytuacja niestety pozostawia niezmienne status quo polskiego sadownictwa. Daje podstawy ekonomiczne dla pół-dzikich sadów. Prowadzenia gospodarstw na „pół gwizdka” a także sadu jako dodatku do pracy. Czy przy globalnej konkurencji możemy sobie na to pozwolić? Dla kontrastu warto dodać, że w dwu-zawodowstwie włosi sobie jakoś radzą. Ale tam to mały areał i wysoka jakość.

Piewcy drugiej wizji chcieliby, żeby takie sady zniknęły. Życzą sobie, żeby cena za jabłka przemysłowego wynosiła przez co najmniej 3 lata te słynne 0,08 zł/kg. Wtedy mieliby opisani wyżej sadownicy zbankrutować i skończyć na dobre z sadownictwem. Zostaliby najlepsi, produkujący pełnoetatowo najwyższej jakości owoce. A jabłko przemysłowe stało by się nic nie znaczącym odrzutem z produkcji.

A ja jak zwykle szukam złotego środka. I w tym temacie taki złoty środek istnieje od bardzo dawna, tylko jakoś nie potrafimy go wdrożyć w życie. Produkcja jabłek z przeznaczeniem do przetwarzania nie jest niczym złym. Kluczem w całej sprawie jest rozgraniczenie produkcji. Na tę deserową i tę przemysłową. Rozwijajmy przetwórstwo i zakłady, bo należy to robić. Zdobywać rynki dla naszego koncentratu. Życzyłbym sobie tylko więcej małych polskich przetwórni. Jak na razie Niemcy i Austriacy nie pozwolą nikomu nowemu dostać ani kawałeczka tego tortu. Nawet jeśli pozwolą to pod ich kuratelą i kontrolą – takie są realia.

Jedni niech produkują deser i dostają za to dobre pieniądze. Drudzy niech produkują przemysł i też niech dostają za to dobre, adekwatne stawki. Przepisem na sukces w tej chwili jest ograniczenie i rozgraniczenie produkcji. Tak aby cena jednego nie rzutowała na drugie. W następnej kolejności należy każdy z dwóch kierunków handlowo ucywilizować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *