); ga('send', 'pageview');

Między Rzędami

BLOG SADOWNICZY

EKONOMIA

Dlaczego grupom jest nie w smak „sortowanie jabłek w stodołach” oraz firmy „garażowe”?

Czym jest firma garażowa? Otóż, jak mogę się domyślać chodzi o prywatne firmy handlowe (często też większe gospodarstwa sadownicze), które we własnym zakresie sortują i eksportują jabłka. Coraz więcej sadowników decyduje się sprzedawać im jabłka, omijając tym samym grupy producenckie. O co chodzi?

Na jednym z forów sadowniczych rozwinęła się wczoraj dyskusja, z której wyczytałem, że istnieje coś takiego jak firmy garażowe. Owe firmy, chociaż oferują niższe ceny niż grupy producenckie (moim zdaniem wręcz przeciwnie), mają kolejkę chętnych sadowników do sprzedaży. Takiego sformułowania użył prezes jednej z grup producenckich.

Mam skojarzenie, że niepokojąco blisko łączy się to z kontrowersyjną ostatnio opinią, że jabłek nie da się sortować w stodole. Moi drodzy, otóż da się. Zarówno firmy garażowe będą sobie doskonale radzić, jak również sadownicy, którzy podejmują się sortowania „w stodołach”.

Ale tutaj wcale nie chodzi o to, czy firma mieści się w garażu, czy jabłka są sortowane w stodołach, nie chodzi też wcale o jakość jabłek. Tak naprawdę chodzi o to, że sadownicy odwracają się od grup producenckich. Stąd to całe larum, zamieszanie i rozpaczliwe próby „nawrócenia” sadowników.

Dlaczego sadownicy próbują na własną rękę sortować i eksportować jabłka? Dlaczego rośnie popularność prywatnych („garażowych”) firm? Bo sadownicy zwyczajnie boją się oddawać jabłka na sortowanie do grup producenckich. Nie twierdzę, że wszystkie są złe, ale sparzył się już nie jeden sadownik, a zaryzykuje stwierdzenie, że większość…

Po pierwsze, sadownicy nie ufają grupom, jeśli chodzi o wyniki sortowania. Historii, które trudno byłoby sobie wyobrazić, jest wiele. Nie będę ich tu przytaczał, bo sami na pewno je znacie, prawdopodobnie doświadczyliście tych „przyjemności” na własnej skórze… Długie terminy płatności, jeszcze dłuższe upominanie się o pieniądze, prośby, ponaglenia…

To prawda, prywatna firma też może oszukać. Nie twierdzę, że nie. Ale obserwuje jedno – tym prywatnym firmom zależy na zdobyciu dostawców i jak na razie konkurują między sobą, ale w tą dobrą stronę. Wydaje mi się, że w tą stronę powinien podążać handel. Powinno zacząć działać wiele prywatnych firm eksportujących, czy wysyłających owoce na własną rękę sadowników. Sprzeciw i nieprzychylność ze strony grup producenckich jest najlepszym dowodem, że idzie to w dobrą stronę.

Zamiast karmić sadowników teoriami o garażowych firmach i niepowodzeniach w sortowaniu w stodole radzę zacząć solidnie sortować i przestać sztucznie zaniżać ceny. Bo przecież mamy wolny rynek, a nikt nie ma monopolu na handel jabłkami…

3 KOMENTARZE

  1. Kiedyś jeden prezes powiedział ze koszty tylko sortowania w grupie to 40gr/kg myślę ze u sadownika będzie nie więcej niż 5-10gr i to o podobnymi wy sortowaniu jabłek na sortowani za kilka tys zł.. Grupy muszą oszukiwać i dopisywac więcej przemysłu bo by nie wyszły na swoje… Ale jest to kosztem sadownika, z drugiej strony gdyby chcieli sortowac tak jak powinno być musieli by dać za jabłko 10-20gr taniej ale wtedy nikt by im jabłka nie chciał dać.. Dodam że nie które grupy robią też promocje przy sortowaniu tzn. Sortują bardzo uciwie od czasu do czasu aby w teren poszła informacja ze w tej grupie dobrze Sortują a jest to jednak partia na 20 innych, później ludzie ślyszac ze sąsiadowi dana grupa dobrze wysortowała sąsiad tez tam daję i nie tylko on a później wychodzi 30-40% przemysłu że ładne go jabłka..

  2. Jestem małym sadownikiem. Od 3 lat sprzedaję swoje jabłka firmie ETP Dystrybucja. Płacą praktycznie od ręki po 4-5 dniach. Nigdy nie miałem problemów z płatnościami. Dbam o jakość i jakoś się kręci. Z grupami zawsze był problem. Długie terminy płatności i jeszcze opóźnia.

  3. Każdy kij ma dwa końce, a świat nie jest taki czarno – biały, jakim byśmy chcieli go widzieć. Te mniejsze firmy w obecnym sezonie, w sytuacji znacznie ograniczonej liczby owoców, będą chciały przyciągnąć dostawców, czyli sadowników. Z perspektywy pojedynczego sezonu to dobrze. Ale w sezonie takim jak ubiegły, przy silnej nadpodaży, takie firmy ciągną cenę w dół do jakichś idiotycznych poziomów. W efekcie duża ilość mniejszych firm handlowych prowadzi do głębszego rozchiwania i degradacji rynku. Jednak obecnie funkcjonujący model „grup producenckich” też jest rynkową patologią i zdecydowanie nie prowadzi do niczego dobrego dla zdecydowanej większości producentów. Dlaczego? Otóż mniejsza ilość większych podmiotów handlowych może się w pewnym stopniu „dogadać”. W roku dużej produkcji mogą ustalić cenę na jakimś niższym, ale nie idiotycznie – niskim poziomie. To hamuje spadek cen. W tym momencie takie małe firmy znajdą sadowników którzy na gwałt zechcą się pozbyć towaru po każdej cenie, zaoferują niższą, kupią towar po niższej i sprzedadzą go też po niższej. W tym momencie duzi też muszą obniżyć ceny, bo ich klienci kupują taniej – właśnie od tych małych firm. Niestety, w roku o niskiej/ normalnej produkcji takie duże firmy również mogą się dogadać i zaoferować sadownikowi cenę niższą niż byłaby możliwa do osiągnięcia. Model organizacji producenckich, czyli mniejszej liczby dużych firm, to z założenia bardzo dobry model. Tylko „polskie” wykonanie tego planu okazało się chore. Wynika to stąd, iż twory, które nazywamy dziś grupami, żadnymi grupami nie są i nie reprezentują interesów sadowników. Wynika to z tego, że decydujący głos w owych „grupach” mają nie sadownicy, ale jakaś ograniczona grupa ludzi będąca faktycznymi właścicielami. Typowa struktura własnościowa wygląda tak: Zenek handlowiec/ większy sadownik: 19% udziałów, Tadek wspólnik handlowca: 19% udziałów, żony Zenka i Tadka po 19%, szwagier Tadka 19%, 200 sadowników razem 5%, każdy po 0,025% udziałów. W efekcie sadownicy w takiej firmie nie mają nic do powiedzenia nawet gdyby wszyscy mówili jednym głosem. Nie mają reprezentanta ani w zarządzie ani w radzie nadzorczej. Są po prostu dokoptowani żeby uzyskać dotacje, a zgodzili się na to, bo można było kupić skrzynie, wózki i platformy z 75% dofinansowaniem. Podsumowując: sadownicy przegrali handel dla wózków i skrzyniopalet. I tu leży sedno problemu. Nie mamy grup, które reprezentowałyby interesy sadowników, tylko duże prywatne podmioty handlowe, w których sadownicy mają śmieciowy udział i nic do powiedzenia. Niestety, na własne życzenie. Polityka takiej firmy zależy wyłącznie od widzi-mi-się wąskiej grupy właścicieli. Jedni są bardziej, inni mniej uczciwi. I tu leży problem. Większa ilość małych firm handlowych nie rozwiązuje naszych problemów, a jedynie nieco poprawia sytuację w perspektywie jednego sezonu. Kosztem psucia sytuacji w innym sezonie. Rozwiązaniem sytuacji byłyby silne organizacje producentów, ale takie które reprezentują ich interes, a nie jakieś tam prywatne podmioty z pojedynczymi właścicielami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *